25 stycznia 2012

Życie jest jak restauracja.

Przychodzisz jako człowiek, usadawiasz się w miękkim fotelu, jest 35C, wieczór, godzina 21.00.
Podchodzi do Ciebie nadzieja, zbiera zamówienia, dzięki niej czujesz, że to co robisz ma sens. Wybierasz potrawę z Menu- karty, na której piórem codzienności zapisane są Twoje dobre uczynki. Niby jest bogate  ale i tak połowa z tych rzeczy akurat się skończy, gdy będziesz chciała coś zamówić. Kelnerka w przykrótkiej spódniczce z przeznaczenia odchodzi, idąc przez tłum ludzi, zabiera ze sobą spojrzenia innych. Przy barze siedzi przystojny, pijany mężczyzna, który co jakiś czas puszcza do Ciebie oko, nazywany tutaj Szczęściem, ale lepiej na niego uważaj bo szybko zmienia partnerki i może nieźle zamieszać Ci w głowie.. Miłość- zawzięty kucharz-  czasem traci zmysły i źle przyrządza zamówione potrawy. Często miesza składniki i znika w najmniej odpowiednim momencie, zostawiając garnki na zapalonym piecu. Nadzieja to zwykła sprzątaczka, która przychodzi tu po godzinach pracy. Rzadko kto ją widuje i mało kto docenia. Strach zajął miejsce przy oknie by mógł się w Ciebie swobodnie wpatrywać niezwykle głębokimi, zielonymi oczami. Ból odsuwa tu krzesła i często dostaje napiwki od grupy siedzącej naprzeciw drzwi- Przyjaciół. Do Twojego stolika może dosiąść się każdy. Każdy dostanie na koniec swój oddzielny rachunek, za który zapłaci z własnej kieszeni, zgodnie z ceną, której cień, odbija się na ciemnej karcie niepokoju.

1 komentarz:

Emily pisze...

C. czy A.? Bo to jest po prostu genialne.. :*