Święta, święta i wciąż te święta, ale czy aby pamiętam, po
co to wszystko? Uporczywie za oknem w
naszą stronę kroczy 2013 rok, jednak dla nas i tak najważniejsze jest by kupić
odpowiednio wysoką choinkę, równie świeżego karpia czy wszystkie składniki na
ciasto. Co roku to samo. Mama powierza
na twe ręce zapisaną kartkę. Dłuższy moment zajmuje Ci zorientowanie się, iż
jest to lista zakupów a nie
pięciostronicowy list miłosny. Kalendarz wskazuje 22 grudnia, ale i tak
zbierasz się w sobie licząc, że tylko twoja mama robi zakupy dwa dni przed
Wigilią. Siarczysty mróz mocno rani twoją- już i tak okaleczoną zimą- twarz.
Jeszcze dziesięć kroków i znajdujesz się w ciepłym supermarkecie……. Zapełnionym
całkowicie przez chaotyczne kobiety ciągle szukające ostatniej paczki rodzynek
do sernika i ich mężów całkowicie obojętnych i leniwie rozglądających się za
nowościami komputerowymi. Przemarznięte ręce wyciągają tegoroczną, świąteczną
listę zakupów. Czytasz : mąka,
czekolada, bułka tarta, ocet, przyprawy…. Twoja kartka ląduje na ziemi, a ty
razem z nią. Podnosisz głowę i dostrzegasz całkowicie niepozornie wyglądającą staruszkę,
która biegnie niczym oszalała przez środek alejki z koncentratami. Cóż się
dziwić, przecenili mrożone uszka do barszczu. Bezradnie zbierasz się z podłogi
i ruszasz stoczyć niejedną bitwę o elementy
składowe udanych świąt. Spoglądasz
na ekran komórki, zegar bezlitośnie wskazuje, że spędzasz właśnie drugą godzinę
wędrując wśród mrożonek i cukierków. Ostatnia rzecz ląduje w koszyku. Przybijasz sobie w
myślach piątkę. Udało się. Teraz tylko kasy. Tylko? Kolejka do kasy w okresie świątecznym przypomina stado
wygłodniałych, rozwścieczonych, wiecznie niezadowolonych małp usilnie
przepychających się jedna przed drugą. Na pewno nie staniesz w kasie „do 10 towarów”.
Trudno najwyżej trochę postoisz. W tej samej chwili docierają do ciebie krzyki
„Ja stałam przed panem!”, „ Pani chyba oszalała”,
„Owoce, owoce potrzebuje kodu na pomarańcze” Próba wsłuchania się w dźwięki płynące z radia kończy się fiaskiem, bo ile można po raz
kolejny słuchać tych samych świątecznych piosenek? Twoja kolej w kasie.
Serdecznie witasz się z kasjerką, która niewyraźnie, coś burknęła pod nosem. W
tym roku cena końcowa przyprawia Cię o palpitacje serca. No tak to pewnie te
dodatkowe, płatne reklamówki. Wychodzisz z tej dziczy, przemierzasz po raz
kolejny te same szlaki. Nagle słyszysz odgłos prucia się materiału, a zawartość twojej ekologicznej torby ląduje
na chodniku. Załamana spoglądasz na to nie- pewnie. Wkoło pełno ludzi, nikt się
nie zatrzymał , by ci pomóc. Daremnie upychasz resztę zakupów w dodatkowym
worku nerwowo kręcąc karkiem przez gryzący szalik. Przed stopami pojawia się
cień i ktoś kuca przed tobą wyciągając pomocną dłoń. Cała twoja negatywna
opinia o ludziach dwudziestego pierwszego wieku ulatnia się w oka mgnieniu. Nieznajomy wyciąga swoją
dodatkową torbę i pomaga ci spakować resztę rozrzuconych produktów. Posyłasz mu
uśmiech w podziękowaniu, by wiedział, że jest twoim świątecznym wybawicielem. Prawda jest taka: „ Jesteśmy tak pochłonięci
przez pędzący wkoło nas świat, że zapominamy o pomocy i w ogóle o drugim
człowieku.” Czyż nie są święta od tego
właśnie? Czyż nie taki ma być ich sens? Zatrzymajmy
się na chwilę, pozwólmy sobie na oddech. Święta to okres, w którym chodzi o
spotkanie z drugim człowiekiem. Spokojną bezstresową rozmowę, a nie o chwalenie
się tym, kto miał, jakie potrawy, kto miał ich więcej, jakie prezenty się dostało.
Starajmy się przeżyć ten czas
każdą cząstką swego ciała i duszy, bo los jest nieubłagany. Nikt z
nas nie zna swego przeznaczenia, nikt
nie zna jutra.